My :*

adas

Goście:

  • Wszystkich wizyt: 154501
  • Dzisiaj wizyt: 10
  • Wszystkich komentarzy: 611

A tak sie zaczeło….

Sierpień 2013
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

CO CIE INTERESUJE?

Dzienne Archiwa: 6 sierpnia 2013

Zahartowanie i dorastanie , Szczecin a Dni Morza

Tak się jakoś w życiu plecie że jakaś informacja lub zdjęcie powoduje że zaczynamy wspominać.W Szczecinie kończą się Dni Morza jest to dla tych co już oglądali ów święto niesamowite przeżycie i to na lata.Kiedy  byłam dzieckiem z powodu choroby taty przez rok mieszkałam w tym pięknym mieście.Tata przez trzynaście miesięcy leżał no onkologi w szpitalu na Pomorzanach a ja z mamą mieszkałam u wujka.Teraz po latach mogę spokojnie napisać u Niezwykłego człowieka,miał malutkie mieszkanie bo tylko pokój z kuchnią, z ubikacją na korytarzu bez łazienki a przyjął do siebie i to na tak długo kuzynkę z małym dzieckiem.Odstąpił nam swoje łóżko a sam spał na polowym i nigdy nie narzekał.Mama jeździła do taty dwa razy dziennie raz rano ze śniadaniem drugi z obiadem i też nigdy nie słyszałam żeby narzekała .Ten rok życia był z jednej strony normalny a z drugiej stał na głowie a dla mnie jak się okazało był niezwykły okresem.Tata w szpitalu przeżył dwadzieścia sześć operacji (26) nie poddał się ani na minutą był otoczony fantastycznymi lekarzami ,ordynator dbał o personel i pacjentów.Dla mnie szpital stał się drugim domem w tamtych czasach dzieci do szpitala nie mogły wchodzić a ja miałam ekstra przepustkę wystawioną przez ordynatora i dyrektora a i tak zdarzało się że żandarm w spódnicy na portierni nie chciał mnie wpuścić , w tedy i tak lądowałam na oddziale ale jak desant przez różne podziemia szpitalne.Któregoś razu przyłapał mnie ordynator pytając czy już się tak znudziłam że zamiast z ojcem na oddziale jestem w brudowniku i czy wiem jakie to niezdrowe odpowiedziałam że pani portierka nie chciała mnie wpuścić do taty,zrobiło się zamieszanie poleciały głowy ,tata z mamą dostali po uszach a ja już bez przeszkód wchodziłam.Tata żeby nie zwariować jak się dobrze czuł pomagał przy innych chorych miał na to zgodę szefostwa nauczył się zmieniać opatrunki ,podawał kroplówki a do tego stał się masażystą co w późniejszych czasach okazało się bezcenne .Ja w wieku sześciu lat robiłam opatrunki oczywiście nauczyłam się ich z ciekawości, do dziś zrobię każdy rodzaj opatrunku i nie istotne na jakiej części ciała .Kiedyś mama przed wejściem do szpitala w kiosku kupiła mi portfel w kształcie spodni (granatowo czerwony) i powiedziałam tacie że ubiorę Go w nie i porwę z tego szpitala tata się roześmiał a po chwili zobaczyłam łezki w jego oczach.Tata był karmiony przez sąde i potrzebował specjalnie przygotowanego jedzenia. Posiłek dwa razy przemielony przez maszynkę a następnie przetarty przez sitko bardzo drobne wszystko sycące ale w płynie .Mama za dużo czasu dla mnie nie miała ale lubiłyśmy chodzić na spacery na Wały Chrobrego , latem poopalać się z tyłu budynku ,a jak wujek się zgodził zastąpić mamę to parę razy pojechałyśmy na wycieczkę do NRD albo do Świnoujścia były to niezwykłe chwile .Na plaży oczywiście się zgubiłam i sama odnalazłam tylko dzięki mojej dziecięcej ciekawości, miałyśmy koszyk do opalania o numerze 55 i zapamiętałam dwie piątki ,więc jak się zgubiłam to podeszłam do pierwszej pani i poprosiłam o zaprowadzenie do koszyka co ma dwie piątki , taka byłam spryciula .Kiedy nie jechałam do taty to zostawałam pod opieką wujka w zakładzie krawieckim bardzo mi się tam podobało albo z kimś innym ale z innymi zostawać nie lubiłam wolałam sama bawić się na podwórku.Przez długi czas dokuczała mi od sąsiadki córka o imieniu Agnieszka nie potrafiłam sobie z nią poradzić i któregoś razu tata zwrócił uwagę na moją smutną minę, kiedy powiedziałam o co chodzi dał mi dobrą radę nie zaczepiaj ale jak ktoś ci dokucza i nie ma zamiaru przestać a zwłaszcza bije to po to masz ręce żeby mu oddać . W ten oto sposób kiedy Agnieszka znowu postanowiła zabawić się moim kosztem po prostu oberwała , ona poszła na skargę do swojej mamy,w skutek czego nasze mamy przeprowadziły poważną rozmowę a w rezultacie Agnieszka dostała drugi raz od ojca a ja miałam już święty spokój. W Szczecinie nauczyłam się grać w paletki ,kapsle , dwa ognie , bawić z dziećmi .Dzięki wilczurowi od wujka szalałam na sankach , biedny pies czasami nie wiedział kogo z nas ma pilnować .Dzięki szaleństwu panującej mody chodzenia w papciach po ulicy spadłam ze schodów rozwaliłam głowę , oczywiście nadawała się tylko do szycia.Zabawne było jak przerzucali na siebie winę kto mi pozwolił ale w efekcie w papciach już z domu nie wyszłam.Był to dla mnie czas niezwykły który zahartował mnie na dalsze życie tam wydoroślałam chociaż byłam dzieckiem, i właśnie wtedy zobaczyłam piękne fregaty na Dniu Morza oraz pierwsze w swoim życiu sztuczne ognie , i ludzi bawiących się przy muzyce . Do Szczecina zawitałam jeszcze raz z rodzicami ale to był Stan Wojenny same wyrabianie przepustek to już była sztuka. Ordynator i personel witał tatę z kwiatami chorzy nie wiedzieli o co chodzi ,w tedy dowiedziałam się że tato wygrał z rakiem chociaż na początku miał nikłe szanse.

Szczecin okazał się bardzo szczęśliwym miastem

JednaZwielu :-P